Moje życie to moja pasja

Jak znaleźć diament na zabłoconej drodze?

Pozwólcie, moi drodzy, że przedstawię wam jedną z opowieści zen. Pochodzi ona z książki zatytułowanej Shaseki-shu, czyli „Zbiór kamienia i piasku”. Najstarsze opowieści tego zbioru pochodzą z XIII wieku, a ich autorstwo przypisuje się japońskiemu nauczycielowi zen Muju. Wartość opowieści i koanów zen przejawia się głównie w tym, iż dają one okazję do głębokiej kontemplacji poszczególnych elementów rzeczywistości. Wyciągnięte z takich przemyśleń wnioski są bezcenne na drodze duchowego rozwoju każdego człowieka. Tym bardziej, że mogą być punktem wyjścia do bardzo interesujących dyskusji.

Zapraszam do lektury.

W swoim czasie Gudo był nauczycielem samego cesarza, wolał jednakże prowadzić życie wędrownego żebraka. Pewnego razu, kiedy zmierzał w kierunku Edo, kulturalnej i politycznej stolicy szogunatu, zaszedł do małej wioski o nazwie Takenaka. Nastał już wieczór i padał ulewny deszcz. Gudo był przemoczony do suchej nitki, a jego słomiane sandały były w strzępach. W oknie jednej z chat na skraju wioski zauważył cztery pary sandałów, więc postanowił kupić jedną z nich, ponieważ były suche.
Kobieta, która sprzedała sandały, widząc jak był mokry, zaproponowała mu nocleg w swoim domu. Gudo z wdzięcznością przyjął zaproszenie. Po wejściu do środka, wyrecytował sutrę przed rodzinnym ołtarzem. Następnie przedstawiono go matce kobiety i jej dzieciom. Zauważywszy, że cała rodzina jest przygnębiona, Gudo zapytał, co takiego się wydarzyło.
– Mój mąż jest hazardzistą i pijakiem – odpowiedziała gospodyni. – Jeśli zdarzy mu się wygrać, upija się i bardzo źle nas traktuje. Gdy natomiast przegrywa, zapożycza się u innych. Czasami wypija tak dużo wina, że w ogóle nie wraca do domu na noc. Co mam począć?
– Pomogę mu – powiedział Gudo. – Weź te pieniądze. Kup mi galon najlepszego wina i coś dobrego do jedzenia. Potem możesz udać się na spoczynek. Ja będę medytować przed ołtarzem.
Mąż kobiety wrócił do domu około północy, oczywiście pijany, i wrzasnął na całe gardło:
– Hej, żono, wróciłem! Masz dla mnie coś do jedzenia?
– Ja mam coś dla ciebie – powiedział Gudo. – Złapał mnie deszcz, a twoja żona łaskawie zaoferowała mi gościnę na noc. W zamian kupiłem nieco wina i ryb, możesz się zatem częstować do woli.
Mężczyzna bardzo się ucieszył. Wypił wino jednym haustem i ułożył się na podłodze do snu. Gudo usiadł przy nim i medytował.
Nazajutrz mężczyzna nie pamiętał poprzedniej nocy.
– Kim jesteś? Skąd się tu wziąłeś? – zapytał zaraz po przebudzeniu wciąż medytującego Gudo.
– Jestem Gudo z Kioto i zmierzam do Edo – odparł mistrz zen.
Mężczyzna spłonął ze wstydu. Wylewnie przeprosił człowieka, który był nauczycielem samego cesarza.
Ten jedynie się uśmiechnął.
– Wszystko w życiu jest nietrwałe – wyjaśnił. – Życie jest bardzo krótkie. Jeśli będziesz poświęcał czas hazardowi i piciu, zabraknie ci czasu do wykonania czegokolwiek innego. A przez to najbardziej ucierpi twoja rodzina.
W tym momencie mężczyznę olśniło, jakby obudził się z długiego snu.
– Masz rację – powiedział do mistrza. – Jak będę w stanie się kiedykolwiek odwdzięczyć za tak wspaniałą naukę? Pozwól, że kawałek cię odprowadzę i poniosę twoje rzeczy.
– Jeśli chcesz… – zgodził się Gudo.
Wyruszyli więc w drogę. Gdy uszli trzy mile Gudo poprosił mężczyznę, by ten wrócił do domu.
– Jeszcze z pięć mil – błagał mężczyzna, więc kontynuowali swoją podróż.
– Możesz już zawrócić – zasugerował Gudo po przejściu tych pięciu mil.
– Zawrócę po kolejnych dziesięciu milach – odpowiedział mężczyzna.
– Wracaj do domu – powiedział Gudo, gdy mieli za sobą kolejne dziesięć mil.
– Będę za tobą podążał do końca swoich dni – oświadczył mężczyzna.
Współcześni japońscy nauczyciele zen wywodzą w prostej linii od sławnego mistrza, który był następcą Gudo. Nazywał się Mu-nan – człowiek, który nie zawrócił.

[tłumaczenie własne]

DiamentWydźwięk tej opowieści nie przypadł mi do gustu. Jako jedyna ze wszystkich przeczytanych przeze mnie opowiastek zen, jest – moim skromnym zdaniem – kompletnie błędna i bezsensowna. Nie przeczę, że oświecenie pijaczyny to coś dobrego. Niemniej, nie podoba mi się fakt porzucenia rodziny.

Małżeństwo to przyjęcie na siebie pewnych zobowiązań. Moim zdaniem, jeśli składasz przysięgę, musisz jej dotrzymać. Choćby nie wiem co się miało wydarzyć. O wartości człowieka świadczy waga jego słowa. Jeśli nie potrafisz wypełnić przysięgi, nie jesteś wiele wart. Niezależnie od tego, czyś został mistrzem zen, świętym czy nawet mesjaszem. Jesteś wart tyle, ile warte są twoje słowa. Mężczyzna z opowieści nie wypełnił przysięgi złożonej żonie. Porzucił ją i ich dzieci. Taki człowiek nie zasługuje moim zdaniem na szacunek.

Jeszcze jedno. To żadna sztuka zostać mędrcem, kiedy cały czas się medytuje i prowadzi pustelnicze życie. Prawdziwie wielkim dokonaniem byłoby osiągnięcie oświecenia przy jednoczesnym prowadzeniu normalnego, tzw. świeckiego życia.

Powrót do spisu treści:
Zaciszny Kącik Zen

Interesujący materiał? Powiadom znajomych:
Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone
Komentarze
  1. Paweł
  2. Izabella
  3. Rafal
  4. Cezary
  5. Rafał
  6. Wojciech P. P. Zieliński
  7. Isaias Tavella
  8. Lena
  9. Levis1977
  10. Wojciech P. P. Zieliński
  11. 21031969100
  12. rozie
  13. Emilia C.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© 2009-2017 Life Coaching. Wszystkie prawa zastrzeżone. W oparciu o MyThemeShop.