Moje życie to moja pasja

Jak to jest z tą depresją?

Często kiedy nam się nic nie udaje, miewamy ponure myśli. Mroczne i poplątane, prowadzące ścieżkami, które nigdy nie gościły światła słonecznego. W takich dniach wszystko jest szare i pozbawione sensu. Jeszcze gorzej, kiedy taki stan trwa dłużej niż jeden czy dwa dni. Wtedy zaczynamy mówić o depresji.
Przez wielu jest ona uważana za chorobę, ale ja sądzę, że to raczej kwestia braku umiejętności patrzenia na świat w sposób obiektywny. Nie zaryzykuję stwierdzenia, że może to wynikać z zaburzeń psychicznych. Jeśli już rozpatrywać depresję w kontekście choroby, powinniśmy uznać ją za chorobę społeczną.

Ludzie mają bowiem tendencję do budowania struktur społecznych w oparciu o pewne schematy myślowo-siłowe. Im większa i bardziej złożona grupa, tym większy nacisk kładzie się na zdobywanie prestiżu. Nie jesteśmy aż tak stadnymi zwierzętami, żeby pozwolić sobie na anonimowość. Każdy chce się wyróżniać w swoim otoczeniu. Każdy chce być tym jednym, odmiennym od reszty. Zauważonym i docenionym przez innych.

Jeśli owego prestiżu nie uda się osiągnąć, powoli zaczynamy popadać w przygnębienie, odczuwamy bliżej nieokreślony wewnętrzny ból (określany często bólem psychicznym), martwimy się o siebie coraz bardziej.

Pamiętajmy, że ból jest rodzajem informacji. To ostrzeżenie o tym, że coś jest nie tak. Moim zdaniem, zamiast koncentrować się na tym bólu, powinniśmy potraktować go jak zielone światło na przejściu dla pieszych. Po prostu: „go, go, go!”. Ruszajmy na drugą stronę. Idźmy tam, gdzie jeszcze nie byliśmy. Cierpienie to sygnał dla nas, że nadszedł czas na zmiany.

Często w rozmowach ze znajomymi poruszany zostaje problem radzenia sobie z depresją. Zdumiewająco dużo ludzi cierpi w dzisiejszych czasach na stany depresyjne. To mnie nieodmiennie zadziwia. Może dlatego, że jestem urodzonym optymistą i jakoś nie mogę sobie wyobrazić chronicznego przygnębienia. Skłamałbym jednak, twierdząc, że takie stany mnie nie dopadają czasami. Jak sobie z nimi radzę?

Mam kilka dość prostych sposobów:

  1. Dobrym lekiem na depresję jest twórcza pasja – osobiście najbardziej lubię pisać. Zajmuję się poezją, literaturą i pisaniem na blogach oraz różnego rodzaju forach. Poza tym jestem miłośnikiem sztuk wizualnych, więc często spędzam wieczory na obróbce fotografii i projektowaniu grafiki (to jest również praca, więc przy okazji zarabiam pieniążki :) ).
  2. Nowości – czasem, żeby poprawić sobie humor, wystarczy zrobić coś nowego, kupić sobie jakąś interesującą rzecz albo pójść w jakieś nowe miejsce (w zeszłym tygodniu, będąc na mieście, zwiedziłem sobie budynek Izby Skarbowej – akurat miałem szczęście, że ktoś wchodził do zamkniętej części; dopiero po kwadransie zaczepił mnie pracownik z pytaniem, co ja tam robię – oczywiście, nie namawiam do takich działań, ale mnie się podobało). Nowe wyzwania bardzo mnie stymulują.
  3. Przemeblowanie – w swojej pracowni/biurze posiadam umeblowanie przystosowane do częstego przestawiania. Mam kilka niewielkich szaf, dwa małe biurka (bo są dwa komputery) i kilka innych niewielkich przedmiotów. Lubię regularnie zmieniać położenie mebli, ponieważ ma to bardzo korzystny wpływ na psychikę. Bardzo motywuje mnie do działania, a wysiłek włożony w taką zabawę poprawia krążenie i dotlenia mój móżdżek.
  4. Spontaniczna medytacja – niekoniecznie siadam w pozycji lotosu i opróżniam umysł. Wystarczy na chwilę usiąść lub stanąć i pozwolić swojemu umysłowi błądzić po wszystkich zakamarkach wszechświata. Całkiem zabawnych rzeczy można się w ten sposób dowiedzieć o sobie.
  5. Komedia – książka albo film, nie ma znaczenia. Już na studiach wyrobiłem sobie taki zwyczaj w sytuacjach stresowych. Wieczór przed egzaminem rzucałem książki oraz notatki w kąt i oglądałem sobie coś zabawnego. Nie miało znaczenia, że mogłem być skrajnie nieprzygotowany do egzaminu. Zasada to zasada, mawiałem i siadałem przed ekranem komputera (na nim oglądam filmy).

To kilka takich maleńkich rzeczy, które robię, kiedy jest mi źle. Jak do tej pory nigdy nie wpadłem w „depresję” na dłużej niż godzinkę czy dwie. Może nie mam predyspozycji?

DepresjaMyślę, że depresja to zgrabna wymówka, kiedy nie chce nam się za siebie wziąć. Nie potrzeba silnej woli, by wydostać się z takiego stanu. Nie trzeba walczyć ze sobą i ze światem. Wystarczy zrobić coś nowego, innego, przyjemnego. A jeśli i to nie pomaga? Wtedy trzeba zastanowić się, co jest nie tak, i zmienić to. Spójrzmy na siebie obiektywnie. Nikt nie jest aż takim nieudacznikiem, żeby nie mógł polepszyć swojej egzystencji. Jesteśmy istotami inteligentnymi, a co za tym idzie – potrafiącymi podejmować świadome decyzje.

Ktoś kiedyś powiedział mi, że nasze decyzje nas określają i od nich zależy nasze życie. Jeśli podejmujemy błędne decyzje, doprowadzą nas do mrocznych i nieprzyjemnych miejsc. Kto znajduje się w takim miejscu, już wie, co robić. Trzeba zacząć podejmować inne decyzje.

A może wy, moi drodzy, znacie jakieś ciekawe sposoby radzenia sobie z tym, co potocznie zwiemy depresją?

Powrót do spisu treści:
Cała prawda o rozwoju osobistym

Interesujący materiał? Powiadom znajomych:
Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterEmail this to someone
Komentarze
  1. Ania
  2. Krysia
  3. Andrzejek z tego swiata
  4. psycholog z Kielc
  5. olamateola
  6. s.l.
  7. Maluch
  8. Gosia
  9. Gość
  10. Gość
  11. marta
  12. Biskup
  13. Agnieszka
  14. Przemek_44

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

© 2009-2017 Life Coaching. Wszystkie prawa zastrzeżone. W oparciu o MyThemeShop.